foch.

Dodano 2012/01/23, w Bez kategorii, przez myszokuliambro

Jutro ustny koreański, pojutrze gramatyka i tłumaczenia, ale co ja będę o tym się rozpisywać, skoro macie to z nosie :P To ja spinam poślady, piszę przez 5 dni codziennie noteczkę, cobyście byli na bierząco, liczę na jakieś słowo wsparcia/zaparcia, a tu NIC?

Jak Wy mi tak, to ja Wam tak. O. Skończyło się, nic więcej nie piszę. Idę sobie zrzędzić pod nosem po koreańsku.

 

krótka przerwa na oddech

Dodano 2012/01/20, w Bez kategorii, przez myszokuliambro

Dzisiaj bimbam. Mam za sobą znaki, może uda się złapać piątkę, ale z tymi tłumaczeniami, które zaproponowałam, to niekoniecznie :D Mimo wszystko na pewno będzie pozytywna ocena.
Jutro będziem grzebać w koreańskim i gramatyce. A tak przy okazji grzebania:
Kabaret Potem – Antygona

 

(nie)skryci bułkożercy

Dodano 2012/01/19, w Uaktualnienia, przez myszokuliambro

Wracając dziś z zaliczenia z chińskiego (które, tak przy okazji, ROZWALIŁAM, chyba nawet na 5 – niachNIACHniachniach!), zastałam w parku takie scenkie:

plaga kacziek

A może by tak kaczka na niedzielny obiad?… Sąsiedzi są wyjątkowo ubodzy w jadalne psy :P

 

wszystko mi mówi, żeee…

Dodano 2012/01/18, w Bez kategorii, przez myszokuliambro

…jutro zaliczenie z chińskiego :D Nawet gdy tańczyłyśmy sobie dziś z Jasią do muzyki z radyjka, to nagle włączyli tę piosenkę:

http://www.youtube.com/watch?v=Mw36F_nEztU

Chyba czas na kolejną herbatkę i wracam do moich ukochanych znaków. Czyń zło!

 

znak chiński prawdę Ci powie!

Dodano 2012/01/17, w Uaktualnienia, przez myszokuliambro

Od roku myślałam że „nampjon” (남편, 男便), czyli „mąż”, oznacza „wygodnego faceta”, czyli takiego, który się przydaje, wiecie – jest pod ręką, naprawi, przyniesie. Jakże byłam naiwna. Przed zaliczeniem naszło mnie na dumania i wydumałam, że kolejność znaków ma duże znaczenie. Najpierw jest „nam” czyli mężczyzna, a dopiero potem „pjon”, czyli ułatwiać sobie, komfort. HA! Czyli mąż to ten, któremu jest komfortowo i łatwo, bo zamężna kobieta, wg znaków, to „służąca do wszystkich robót”.

Uczę się dalej, może dowiem się jeszcze czegoś ciekawego.

 

na całej połci: śnieg, śnieg, śnieg, śnieg

Dodano 2012/01/16, w Uaktualnienia, przez myszokuliambro

Sikorki ostrzą ząbki na świeże połcie słoninki wywieszane przez miękkoserce staruszki, a za oknem niestrudzenie prószy. A, jak wiadomo, im bardziej prószy śnieg, bim-bom – tym mniej myszy się chce. Więc mysz robi piętnastą herbatkę, gryzmoli coś w ćwiczeniach od koreańskiego i patrzy tępo na notatki z literatury. Chyba nie ma rady. Trzeba zastosować drastyczne środki i pomyśleć o zaliczeniu ze znaków w piątek.

Myślę, myślę.

O, przeszło mi. Idę zrobić siusiu i puścić bączka w łazience i, pełną parą (że tak się wyrażę) wkraczam do akcji –ZAKUWANKO!
A, tylko jeszcze powiem: jutro odbieram nowe okularki od okulisty. Pikne, nowiusieńkie, leciuchne (jak zapewniał pan optyk) i w ogóle „wyjechane w kosmos”, posługując się wyrażeniem popularnym wśród współczesnej młodzieży.

I jeszcze z nowości, to na dzisiejszym koreańskim przyszedł do nas jakiś pan Koreańczyk, przedstawił się, powiedział, że chciałby zaproponować wymianę (koreański za polski) i że zostawia swój adres e-mail i bardzo prosi o kontakt. Dodał też, że 5 lat służył w wojsku jako pilot w jakiejś wyższej randze oficerskiej i że rok studiował w Korei polonistykę. Ten wojskowy akcent całkiem odstraszył kolegów, którzy nawet kiwali głowami, że oni to by chętnie się pouczyli z panem. :D A koleżanki odstraszył wiek. Biedny pan, został podsumowany przez koleżankę: „wygląda na miłego, ale twarz ma wybitnie panoramiczną”… Więc chyba pozostanie mu uczenie się polskiego z „Klanu”. A tu „Klan” ma niedługo dobiec końca! I co teraz?!

No idę, bo jeszcze jeden bączek w stołek i mogę sobie darować naukę w tak skażonym środowisku. Ku kuchni! Patataj, patataj…

 

niedzielne lenistwo? nic bardziej mylnego!

Dodano 2012/01/15, w Uaktualnienia, przez myszokuliambro

Otóż – nie! Może zabrzmi to niewiarygodnie, ale nawet śniąc, ciężko pracowałam. Tak ciężko, że obudziłam się dopiero ok. południa. Sen należał do kategorii koszmaropodobnych i bardzo chciałam go zakończyć dobrze, więc śniłam, dopóki mogłam. Brzmi to dziwnie, kiedy probuję to wytłumaczyć, ale pewnie każdemu czasem zdaża się taki sen, w których chce coś naprawić i powstrzymuje się od obudzenia, dopóki nie wyprowadzi akcji na prostą.

Nie będę przytaczać tu treści dokładnie, bo jest naprawdę głupia, ale ogólnie chodziło o to, że chciałam powstrzymać  przyjaciółkę (która już jest mężatką :D) od małżeństwa z ewidentnym dupkiem. Nawet trochę krwi się polało, ale ostatecznie nie byłam zadowolona.

Może nauka znaków i literatury poprawi mi humor ;)