niedzielne lenistwo? nic bardziej mylnego!

Dodano 2012/01/15, w Uaktualnienia, przez myszokuliambro

Otóż – nie! Może zabrzmi to niewiarygodnie, ale nawet śniąc, ciężko pracowałam. Tak ciężko, że obudziłam się dopiero ok. południa. Sen należał do kategorii koszmaropodobnych i bardzo chciałam go zakończyć dobrze, więc śniłam, dopóki mogłam. Brzmi to dziwnie, kiedy probuję to wytłumaczyć, ale pewnie każdemu czasem zdaża się taki sen, w których chce coś naprawić i powstrzymuje się od obudzenia, dopóki nie wyprowadzi akcji na prostą.

Nie będę przytaczać tu treści dokładnie, bo jest naprawdę głupia, ale ogólnie chodziło o to, że chciałam powstrzymać  przyjaciółkę (która już jest mężatką :D) od małżeństwa z ewidentnym dupkiem. Nawet trochę krwi się polało, ale ostatecznie nie byłam zadowolona.

Może nauka znaków i literatury poprawi mi humor ;)

 

przedostatniej notki niezamierzona kontynuacja

Dodano 2012/01/09, w Bez kategorii, przez myszokuliambro

Ach, więc to jest to słynne ucinanie notek przez serwis, Ghandiu? Mojej notki było na 2 strony. Myślałam, że po prostu nie wyświetla się cała, a tu się okazuje, że ją ucięło, jak… jak… jajka drwalowi na śliskim? Czy coś. Albo umarłemu kadzidło. Dopiero teraz rozumiem komentarze pod tą notką. Postaram się uzupełnić o to, co pamiętam, choć nie będzie to już ten sam geniusz i to samo natchnienie. Niech cię, serwisie blogowy, z twoimi zawszonymi szablonami i wcinającymi się notkami!

 

No to: …spędziłam nad nią dwa wieczory, wielokrotnie zastanawiając się, czy nie rzucić tego wszystkiego w cholerę i dlaczego, do jasnej, rwie mi się…

 

…nitka. Było to bardzo bolesne doświadczenie i kosztowało mnie dużo cierpliwości. Tym razem przeczytałam najpierw dokładnie i kilkakrotnie instrukcję maszyny, zanim nawinęłam nić na szpulkę i przewlekłam przez te wszystkie wihajsterki. Ustawiłam naprężenie, jak się patrzy, pospinałam szmatki ze sobą – choć nie pamiętałam dokładnie, co mną kierowało, kiedy je cięłam w takiej konfiguracji) i siu! zszyłam wszystko, jak Pan Bóg przykazał.

 

A teraz w kuchni jest piknie i czerwono. A zasłon nie trzeba już spinać spinaczem do bielizny, bo przy starych trzeba było zasłonić tworzącą się między nimi (z ich przyrodzonej wąskości) szparę, przez którą niechybnie sąsiedzi podglądali moje conocne nadużycia kofeinowe. Wszystko na glancyk i luksusowo, że hej. Nawet falbankę żem czasła tym zasłonom. Hsio hsio hsio.

 

A propos kofeinki, czas na kawkę. Jutro ostatni pisemny teścik na koreański, potem już tylko ustny egzamin. Tymczasem wrócę do powtórki :) żeby mieć dobre, koreańskie sny.

 

podkradzione od kolegi

Dodano 2012/01/08, w Bez kategorii, przez myszokuliambro

„-Jaki sprzęt alpinistyczny dostał Jezus na urodziny?
-Od patriarchów czekany.”

A propos szukania w kolędach zwierzątek :)

 

ogniiiiska już dogaaasa blask

Dodano 2012/01/07, w Uaktualnienia, przez myszokuliambro

Moi Drodzy,

wybaczcie mi to chwilowe zapuszczenie, ale miałam swoje powody (które nawet teraz leżą tutaj przede mną i kwitną, szczególnie literatura koreańska i znaki). Powoli staram się ogarnąć i nie idzie mi źle. :)

Oprócz nauki, która – mimo że jest jej ogromnie dużo – sprawia mi niesłychaną przyjemność, zajęłam się dopieszczaniem mieszkania. Zmieniam tam i siam jakieś szczególiki (tylko na to mnie stać, poza tym, to w końcu nie moje mieszknanie, więc co za sens wkładać w nie więcej?), żeby poprawić sobie samopoczucie. W czwartek wybrałam się do Ajkjei i kupiłam m.in. najtańszy komplet sztućców (jeden dostałam już od mikołaja Afaliny), które się nie wyginają przy używaniu, parę obiektów organizacyjnych (kubełki, ograniczniki na półki do książek, koszyk na jednorazówki) oraz – dam dam dam DAAAAM – materiały na zasłony. Starałam się tak manipulować przy ucinaniu tych szmatek, żeby nie wydać na nie więcej, niż są warte.

Po powrocie do domu porozkładałam sobie wszystko na miejsce i zadowolona stwierdziłam z satysfakcją, że to kolejny krok do uporządkowania. A potem usiadłam obok tej kupki materiałów (i samych materiałów, które leżały w swojej kupce) i zaczęłam się zastanawiać, co mi strzeliło do głowy. Ostatni raz siedziałam przy maszynie niecały rok temu, kiedy próbowałam sobie uszyć spódnicę ze starej zasłonki. Szczerze mówiąc, to uszyłam tę spódnicę i jest nawet ciekawa :D Może troszkę za luźna. Całe szczęście, nie spada mi całkiem z tyłka, bo zatrzymuje się na ogranicznikach z kości miednicy :P Do tego jest racze spódnicą na późną wiosnę… No w każdym razie, pamiętam, że spędziłam nad nią dwa wieczory, wielokrotnie zastanawiając się, czy nie rzucić tego wszystkiego w cholerę i dlaczego, do jasnej, rwie mi się

 

króciutko o traktowaniu „blogerów” jak głupków

Dodano 2011/11/29, w Bez kategorii, przez myszokuliambro

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wybór nowego systemu pisania notek i nowego szablonu wiąże się z całkowitym pozbawieniem wyboru, w jakiej formie mają się ukazać. Nie udostępnia się blogującym tej swobody, co kiedyś. Już nie ja decyduję, w jakiej czcionce będzie wyświetlana moja wypowiedź. Dlatego mimo że najbardziej podoba mi się (z pośród szalonej liczby 5 czy 6 dostępnych) najprostszy szablon bloga, nie mogę go używać, bo jest w miniczcionce.

Zmieniam więc (po raz kolejny, wybaczcie) szablon na coś, co w ogóle umożliwia czytanie (czy nie taki był pierwotny zamysł bloga? – żeby go… czytać?…), bez konsekwencji całkowitego oślepnięcia. Grr.

No i zdenerwowałam się. No i znowu będę żreć czekoladę. Ech.

Otagowane:  

Zazbargana abogalibza

Dodano 2011/11/23, w Bez kategorii, przez myszokuliambro

Poszłam dzisiaj na zajęcia, chociaż z nosa leciało mi jak z kranu. Po powrocie do domu, zasmarkana, ale z torbą witamin i różnistych medykamentów antyprzeziębieniowych, zabrałam się do spożywania samych zdrowych rzeczy. Patrzę, a tu na fejsbuku koleżanka wysłała mi taki oto lek na przeziębienie:

Autumn Vacation – Medicine for Cold

Piosenka jest tak słodka i rozgrzewająca, że w ramach ćwiczeń ją przetłumaczę. A co! Ale to już może trochę później, bo muszę trochę gramatyki do tego przerobić, hę hę.

Ogólnie rzecz biorąc, kuruję się. Dzisiaj nie poszłam do dziewczyn na nianiowanie, jutro też nie pójdę. Mają i tak wystarczająco dużo infekcji miesięcznie, żebym jeszcze ja coś dodawała od siebie. Moim zadaniem teraz jest jak najszybsze i jak najskuteczniejsze wyzdrowienie. Jako chora niania na nic się nie przydam :)

Jeśli zaś chodzi o studia, to, szczerze mówiąc, nie ma przedmiotu (poza teorią kultury, wykładem dla całej orientalistyki), którego bym nie lubiła i do którego przygotowywałabym się bez entuzjazmu.  Naprawdę, mimo trudności (dużo do przyswojenia, czasem jest to przytłaczające) – kocham to, czego się uczę. Mam nadzieję, że to nie minie.

Ponieważ mam też o wiele więcej wolnego czasu, niż rok temu, podjęłam różnorakie zajęcia aktywizujące! Obecnie koncentruję się na szydełkowaniu, hsio hsio hsio, ale troszkę rysuję, troszkę sobie tłumaczę… Sielanka, azaliż. Nawet regularnie myję włosy. I nawet regularnie odkurzam je z podłogi! Musicie przyznać, że to duży postęp w kierunku normalności.

Buziole-smarkole,

mysz

blogowstręt

Dodano 2011/11/23, w Bez kategorii, przez myszokuliambro

Przepraszam za zaniedbanie, ale ostatnio doświadczam blogostrętu. Czytać – czytam, owszem, z przyjemnością, ale pisać za nic mi się nie chce. Ech… 

Ale! W związku z zalegnięciem w domu w wyniku ciężkiego przeziębienia, postaram się to zmienić. Może nawet uda mi się jakąś fotkę wrzucić? Np. fotkę stosu książek i kserówek, przez które tak bardzo odechciewa mi się wszystkiego innego…
Wcale nie znaczy to, że jestem przygnębiona i załamana, albo że narzekam – O NIE! Jestem tak bardzo szczęśliwa ze względu na moją obecną sytuację (no, może wyłączając śmiertelne przeziębienie i zimę z tego wszystkiego), że po prostu mi się nic więcej poza nauką nie chce. ;) No, ale skoro obiecałam aktualizację… do zobaczenia po południu!